Krewetki na torcie cz.2

Woody Allen powiedziałby, że życie może zaskoczyć nawet po telefonie przedstawiciela handlowego. Pewnego dnia do mojego M. zadzwonił Tajemniczy Marketingowiec. Nie chciał mu nic zdradzić, ale obiecał nagrodę w postaci sprzętu RTV lub AGD, w zamian za przybycie na spotkanie. Mój M. chyba po raz pierwszy w życiu był tak mocno podekscytowany perspektywą spędzenia wolnego czasu w towarzystwie przedstawiciela firmy handlującej „czymś niezbędnym do życia”. Prawdopodobnie oczami wyobraźni widział już samochód dostawczy, który przywozi pod nasz blok pięćdziesięciocalowy, idealnie płaski telewizor najnowszej generacji.  Ja byłam bardziej sceptyczna, ale intuicja nieśmiało podpowiadała mi, że być może jest to coś godnego uwagi.

Kiedy dotarliśmy do siedziby tej firmy, okazało się, że chcą nam zaoferować tzw. timeshare (współwłasność) czyli w dużym skrócie zakup apartamentu w hotelu albo luksusowego domku letniskowego na zawsze lub na ileś lat. W zamian za utrzymywanie zakupionej nieruchomości można korzystać z tego miejsca przez określoną ilość dni w roku, ale też co roku wymieniać się z innymi uczestnikami timeshare na całym świecie. Jeśli chodzi o same lokale, są to zazwyczaj bardziej lub mniej podupadłe hotele pięcio- i czterogwiazdkowe w najbardziej atrakcyjnych turystycznie zakątkach świata, dawne gwiazdy przemysłu turystycznego, które potrzebują pilnie zastrzyku gotówki od potencjalnych współwłaścicieli apartamentów. Ściśle rzecz biorąc, chodzi o niegdyś naprawdę dość luksusowe miejsca, które od kilku dekad zaliczają systematycznie spadek formy, związany poniekąd z rodzajem gości wykupujących wakacje w takich miejscach – gości co roku biedniejszych i coraz bardziej „zwykłych”, tzw. „masowych turystów”. W tej sytuacji – napierania mniej zamożnych na bastiony bogaczy, ci ostatni, porzucają z pogardą nieco zwietrzały już luksus swoich dawnych mateczników i przenoszą się do miejsc nowocześniejszych, bardziej luksusowych na miarę ICH próżności. Bo każdy portfel czy to cienki czy gruby ma swoją skalę próżności. Ponadto nic tak nie obrzydza bardzo bogatych jak dzielenie przestrzeni z tymi, którzy ich utrzymują – przedstawicielami tysięcy czy nawet milionów swoich klientów. Swoją drogą ci, którzy są już naprawdę obrzydliwie wręcz bogaci czują jakąś dziwną, nieodpartą potrzebę wyizolowanej starannie przestrzeni, a nawet posiadania prywatnych samolotów, które dostarczają ich bezcenne ciała i dusze w dyskretny sposób do bardzo, bardzo luksusowych hoteli. Tak bardzo luksusowych, że nie mogą być już bardziej.

Ale wróćmy do głównego wątku. Nie zdecydowaliśmy się na podpisanie umowy timeshare. Zaproponowano nam więc dwutygodniowy pobyt promocyjny za połowę ceny w takim pięcio- lub czterogwiazdkowym hotelu i podano trzy lokalizacje. Wybraliśmy Wyspy Kanaryjskie. Tak zwany pobyt promocyjny w jednym z atrakcyjnych zakątków turystycznych to drugi sposób, żeby zachęcić opornych klientów do zakupu nieruchomości wakacyjnej w systemie timeshare. W ciągu tych dwóch tygodni na Teneryfie mieliśmy też odbyć dwa spotkania z przedstawicielami firmy. Obowiązuje stara zasada: jak nie kijem go to pałką.

Jednak wracając z siedziby firmy do domu z „nagrodą za spotkanie” czyli tosterem w ręku, zastanawialiśmy się czy nie podjęliśmy zbyt wielkiego ryzyka, a jedyną „pamiątką z wyprawy” na Kanary będzie najdroższy toster „od nikogo” w Europie.  Po powrocie do domu, moje prywatne śledztwo w tej sprawie wykazało, że jest to organizacja działająca legalnie. Znalazłam też różne fora, na których wypowiadali się posiadacze umów timeshare, ale także osoby, które były po prostu na wyjeździe promocyjnym. Uspokojeni, że nie wpadliśmy w łapy oszustów zabraliśmy się za planowanie marszruty. Transport był do zorganizowania we własnym zakresie więc postanowiliśmy zaszaleć i urozmaicić sobie podróż na Wyspy. Nie chcieliśmy po prostu lecieć samolotem z Warszawy na Teneryfę. Wydało nam się to nudne, tak z punktu A do punktu B i po dwóch tygodniach to samo. My zapragnęliśmy BYĆ w podróży, poczuć się jak bohaterowie powieści Conrada albo przynajmniej dzieci kapitana Granta czy Staś i Nel, ale bez porywania. M. wpadł na pomysł dotarcia na Wyspy promem  więc nasza ekscytująca droga wyglądała następująco: z Warszawy polecieliśmy samolotem do Bergamo, tam spędziliśmy dobę, rano samolot do Sewilli, z Sewilli pociągiem do Kadyksu. W Kadyksie zainstalowaliśmy się na promie, na którym spędziliśmy 48 interesujących godzin. Statek płynął dwa dni na Wyspy Kanaryjskie.  Pierwszym portem na Wyspach było Las Palmas na Gran Canaria, gdzie można było zejść ze statku i przez dwie godziny pozwiedzać sobie bliskie okolice portu. W końcu dotarliśmy do portu przeznaczenia, czyli Santa Cruz de Tenerife na Teneryfie.  Ciąg dalszy nastąpi…

Krewetki na torcie cz. 1

Dzwonek telefonu, odbierasz i słyszysz słodkie: „Dzień dobry. Mamy dla pani/pana nagrodę”. W tym momencie masz ochotę na niecenzuralną odpowiedź, a w najgorszym przypadku użycie broni palnej, jeśli jesteś policjantem, żołnierzem, należysz do kółka łowieckiego itp. I jest to absolutnie normalna reakcja. Organizm broni się i ma do tego prawo. Wiadomo, jak większość ludzi masz ciekawsze zajęcia niż narażanie się na ubytki słuchu z powodu trajkotania napalonych sprzedawców. Ale są wśród nas ludzie skłonni do żartów w każdej prawie sytuacji i kiedy dzwoni pan albo pani rozdający coś za darmo (niby) robią tak: „O świetnie, że pan się odezwał! Właśnie miałem do pana dzwonić, bo chcę panu sprzedać wielofunkcyjnego mopa, który umyje wszystko: psa, dziecko, podłogi, lampy, klozet i wszystko co pan chce!” Cóż w takiej sytuacji każdy by się rozłączył, nawet sprzedawca. Uf… „poszedł sobie”, fajnie. Ale, no jak zwykle jest jakieś „ale”. Tak zastanów się. Bo są telefony inne, po prostu inne niż wszystkie. Dlaczego niby są „inne”? Wyjaśnię to w kolejnym wpisie. Na razie kilka fotek z Wysp Kanaryjskich. Związek zdjęć z niniejszym tekstem… jest. 😊 Dziwne, wiem. Dlatego ciąg dalszy na pewno nastąpi.

Teneryfa-Park Teide

Teneryfa – ocean leniuchowania 🙂
Teneryfa – krater wygasłego wulkanu. Spróbuj przejść na drugą stronę, a zginiesz.
Teneryfa – Costa Adeje